Gdańsk atrakcje imprezy zdjecia relacje o piłce nożnej

BROD2610

Strona główna Relacje Wojt i Vreen w Oknie

Wojt i Vreen w Oknie

wojt-i-vreen-w-oknie-fot-jaroslaw-kowal-010Od ostatniego koncertu Wojta i Vreena przy ulicy Długiej (czepialscy słusznie zauważą, że poprzedni był przy Długim Targu) minęły zaledwie 44 dni, czy w tak krótkim odstępie czasowym można napisać kolejną relację i nie powtarzać się? Spróbuję, ale nie mam wątpliwości, że był to inny koncert od tego z listopada.

Setlista obydwu występów była bliźniaczo podobna - wybrzmiały utwory z obydwu płyt ("Dioptrie" z 2009 roku oraz zeszłoroczna "Kandibura"), a także cover The Smashing Pumpkins. Dla odmiany w repertuarze znalazł się kawałek zespołu Cold Fish, wcześniejszego projektu Wojtka Czarneckiego. Ponownie do Wojta i Vreena (czyli Mateusza Kunickiego) dołączyli Juliusz i Michał Piastowscy oraz perkusista Kapitan Thunderstick, niestety ponownie frekwencja pozostawiała dużo do życzenia... Czy była jakakolwiek różnica między tymi dwoma wydarzeniami? Kolosalna. Pierwszy opierał się o pół-akustyczne brzmienie (ze względu na ideę wydarzenia promującego tworzenie muzyki bez udziału elektryczności), drugi wyzwolił prawdziwe oblicze kapeli. Nie oznacza to, że ze sceny wybrzmiały black metalowe wyziewy. Wojtek nadal dzierżył drewniane pudło, podobnie Juliusz, po elektryczne wiosło sięgnął tylko Vreen. Istotne jest jednak nie tylko to, co znajduje się w dłoniach gitarzysty, ale także przedmioty leżące u jego stóp (i nie mam na myśli butelek z napojami wspomagającymi). Zniekształcone dźwięki wydobywające się z gitary Juliusza momentami mogły być zidentyfikowane jako pochodzące z akustyka wyłącznie za pomocą zmysłu wzroku. W parze z równie niestandardowo brzmiącymi smaczkami generowanymi przez Mateusza powstał rzadko spotykany kontrast między hałaśliwym gitarowym graniem, a klimatem rodem z imprezy pod akademikiem.

Centralną postacią podczas występów grupy jest Wojt (co z racji pełnienia funkcji wokalisty jest zrozumiałe), druga postać zawarta w nazwie projektu zdaje się nie mieć aspiracji do roli frontmana. Stojący w przyciemnionym miejscu Vreen zdawał się niemal całkowicie oddawać introwertycznemu wyciskani dźwięków z instrumentu, rzadko chociażby spoglądał w stronę publiczności. Totalnie odmienne (a przynajmniej takie można odnieść wrażenie) charaktery dwóch liderów przejawiają się w amalgamacie dźwięków, który według wszelkich praw muzyki powinien zakończyć się fiskiem. Jak jednak wiadomo od "praw muzyki" jest szereg odstępstw i także ten projekt stanowi jeden z wyjątków. Podczas gdy poprzednio miałem w głowie kilka oczywistych porównań (m.in. Kings of Convenience czy Vetiver), tak tutaj nie odnajduję jasnej paraleli. Pierwszym w miarę klarownym skojarzeniem było "Polar bear" Ride w solowym wykonaniu Marka Gardenera ze SpaceFest 2012. Do klasycznego brzmienia gitary i delikatnego, niemal szepczącego wokalu dołączyła wówczas ściana dźwięków (wprawdzie nie odgrywanych na żywo, lecz odtwarzanych z iPada, ale jednak) wprowadzająca piękną dysharmonię.

Powtórzę się wyłącznie w kwestii rodzącej najwięcej sporów, czyli akcencie Wojta. Bardzo polska wersja języka angielskiego dla wielu może być odstraszająca, lecz z perspektywy stanowi integralną część osobowości zespołu, jego znak rozpoznawczy, który może nie jest poprawny, ale nie rani uszu. Iggy Pop i Madonna też nie są poprawni, więc może akurat w świetle tego kryterium gorzej znaczy lepiej?

To nie koniec obfitego stycznia w Teatrze w Oknie, już dzisiaj (10.01) Mikołaj Trzaska wystąpi wraz z Mike'm Majewskim. Dla fanów jazzu i basowo-saksofonowej symfonii destrukcji wydarzenie obowiązkowe.

Jarosław Kowal
fot. Jarosław Kowal

.




Web Tasarım Ajansı